Miks utworu potrafi być ciężką łamigłówką...

Skomponowałeś właśnie fajną melodię, wybrałeś ciekawe i oryginalne brzmienia, utwór układa się w niezłą aranżację i…

…przyszedł czas na zrobienie miksu.

Brrrrr… Chcesz, żeby twór utwór finalnie zabrzmiał jak najbardziej profesjonalnie, tak aby z dumą podzielić się nim ze znajomymi, swoimi fanami oraz potencjalnymi wytwórniami – ale sama myśl o tym niewdzięcznym procesie często zniechęca cię do dalszej pracy.

Niestety, na tym etapie bardzo wiele można zepsuć.

Osobiście, często błądziłem w kółko, bez przerwy „poprawiając” i „ulepszając” swój utwór, nie wiedząc tak naprawdę co robię i jakie potencjalne błędy mogę popełnić.

A jest ich wiele. Z miksem jest trochę jak z gotowaniem. Możesz mieć świetne składniki (dźwięki), ale twoje zmysły mogą cię szybko zwieść na manowce i zamiast pysznego dania – otrzymasz przesolone, nieco przypalone i bez specjalnego wyrazu.

Ale czy to wszystko rzeczywiście musi być aż tak TRUDNE?

Mimo, że taka jest powszechna opinia, tak naprawdę możesz się nauczyć jak pracować ze swoim słuchem i dostępnymi narzędziami tak, aby jak najlepiej wykorzystywać swój potencjał.

Celem tego posta jest pokazać ci kilka rażących błędów, które popełnia przeważająca większość początkujących (a nawet zaawansowanych producentów) – i często kompletnie nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia!

Mam nadzieję pomóc ci uniknąć pułapek, w które często wpadałem zaczynając swoją przygodę z produkcją i miksem 10 lat temu.

Zapraszam do dalszej lektury!

1. Niewyrównywanie głośności we wtyczkach


Nasz słuch jest niedoskonały.

Bardzo często wydaje nam się, że coś brzmi lepiej tylko dlatego, że dany efekt zwiększył poziom głośności dźwięku.

A tak naprawdę ta wtyczka może potencjalnie nie ulepszać naszego dźwięku, a jedynie zwodzić nasz słuch.

Czy wiesz, że tak naprawdę wystarczy nawet 1 do 1,5dB różnicy w głośności, aby nie móc obiektywnie ocenić pozytywnego lub negatywnego działania pluginu na dany dźwięk?

Poza tym, jeśli masz już ustalony balans głośności ścieżek na mikserze, to każde pogłośnienie lub przyciszenie śladu przez efekt może ci go zaburzyć.

Zatem jakie jest rozwiązanie?

Na szczęście bardzo proste: powinieneś używać parametru gain / output gain na wyjściu każdego efektu, tak aby odczuwalna głośność była taka sama zarówno z włączonym jak i wyłączonym efektem.

Jeśli słyszysz, że dźwięk zmienia głośność przy włączaniu danej wtyczki, to po prostu dopasowuj go do skutku.

Możesz też używać na śladach mierników odczuwalnej głośności (LUFS), takich jak Waves WLM Meter, jeśli chcesz być absolutnie obiektywny w swoich ocenach.

Niektóre wtyczki ułatwiają nam całą sprawę, tak jak np. darmowy equalizer o nazwie TDR Nova. (Możesz go pobrać TUTAJ) Uwielbiam go używać, gdyż AUTOMATYCZNIE i natychmiastowo dopasowuje nam wyjściową głośność.

Na przykład, jeśli podbijemy wysokie tony, to cały dźwięk będzie automatycznie ściszony i możesz wtedy obiektywnie ocenić czy dana zmiana w ogóle ma sens, czy może też tak naprawdę osłabia dźwięk. Polecam!

Podsumowując, dzięki wyrównywaniu głośności będziesz w stanie lepiej oceniać czy poprawiasz bądź też psujesz dany dźwięk za pomocą EQ, kompresora, przesteru czy dowolnego innego efektu.

2. Nieznajomość zasad Gain Stagingu


Że co? Gain staging? A co to w ogóle jest i do czego to potrzebne w miksie? 😀
W wielkim skrócie i uproszczeniu, chodzi o to, że powinniśmy dbać o głośność sygnału audio na dosłownie KAŻDYM etapie.

Czyli nie wystarczy tylko dbanie o to, żeby nasz główny kanał MASTER nie wchodził na czerwone pole powyżej 0dBFS. Musimy też sprawić aby dźwięk miał zdrowy „wejściowy” poziom głośności np. wychodząc z wtyczki syntezatora, albo na klipie audio wokalu czy bębnów…

…a także po każdym nałożonym przez nas efekcie na kanale miksera.

Ta porada jest więc ściśle powiązana z poprzednią (tak, wyrównywanie głośności efektów to też element gain stagingu).

Możesz tylko zadać pytanie, po co właściwie martwić się o to, z jaką głośnością załóżmy Sylenth1 czy Serum generują nam dźwięk? Trochę głośniej czy ciszej, póki jest poniżej 0dB to jest dobrze, prawda?

Otóż niekoniecznie.

Wiele wtyczek, szczególnie kompresorów, ma określony optymalny poziom głośności na którym działa najlepiej i najefektywniej. Bardzo często jest to średni poziom (RMS) w granicach -18dBFS, ale czasem jest też podany w instrukcji danej wtyczki.

Warto więc starać się, aby już w samym syntezatorze, czy na poziomie samplera lub drum racka głośność nie wchodziła nam na czerwone pole. Tak samo na wtyczkach, a także na grupach i szynach.

Co dzięki temu wszystkiemu zyskasz? Co prawda ta pojedyncza porada sama w sobie nie uczyni cudów, ale potencjalnie:

  • Czystsze, lepsze brzmienie
  • Bardziej efektywne wykorzystanie możliwości wtyczek
  • Zabezpieczenie przed zbyt głośnym poziomem całego miksu (+ zostawiasz sobie niezbędną przestrzeń do wykonania późniejszego masteringu)

3. Nieprzemyślane użycie efektów


Zazwyczaj lubimy ułatwiać sobie życie i postępować według utartych i znanych sobie schematów. Wiadomo, chcemy odciążyć swój umysł, który z natury jest leniwy.

Wielu producentów (w tym również i ja) popełnia jednak często dość poważny błąd, używając na ścieżkach dużej ilości efektów po prostu „z automatu”, bez głębszej refleksji czy w ogóle są potrzebne.

W sumie to zrozumiałe – mamy dostępne mnóstwo różnych narzędzi, tak więc po prostu chcemy ich wszystkich użyć na swoich dźwiękach, w nadziei, że więcej bajerów = lepiej. Na chłopski rozum tak powinno być.

No bo przecież to nie może być takie proste? Muszą istnieć jakieś specjalne tricki i na pewno ci topowi producenci używają niesamowitych sekretnych kombinacji wtyczek!” – w ten sposób rozumowałem przez parę ładnych lat…

…zanim doszedłem do wniosku, że kluczowe jest po prostu słuchanie tego, co wychodzi z głośników, identyfikowanie problemów i ich rozwiązywanie – zgodnie z ogólną wstępną wizją efektu finalnego jaki chcielibyśmy osiągnąć.

Używając z przyzwyczajenia mnóstwa różnych equalizerów, kompresorów, saturatorów, pogłosów itd., nie wiedząc dokładnie w jakim celu używamy każdego z nich – po prostu popsujemy nasz utwór.

Czasem możemy mieć tak świetne brzmienie, które perfekcyjnie się wpasowuje w miks, że w zasadzie nic nie musimy z nim robić, jedynie zmienić jego głośność. Jeśli działa, to po co ruszać i „usprawniać” na siłę?

Jak walczyć z tym nawykiem?

W bardzo prosty sposób. Za każdym razem, gdy robimy coś z dowolnym dźwiękiem, zadajmy sobie pytania:

  • W jakim konkretnym celu chcę to zrobić?
  • Czy na pewno ścieżka potrzebuje tego zabiegu?
  • Czy kawałek na pewno zyskał na tym co zrobiliśmy?

Wiadomo, może to się stać nieco uciążliwe, jednak warto spróbować.

Doświadczony producent zadaje sobie te pytania w bardzo szybkim tempie i niemal natychmiast podejmuje stosowne decyzje (na poziomie podświadomym).

Do tego czasu musimy niestety trenować swój umysł do szybkiego miksowania muzyki.

(psssst… jeśli chciałbyś uzyskać te, a także 8 kolejnych porad w ładnej i czytelnej formie PDF do pobrania, kliknij w poniższy link 😉 )

4. Zmęczenie słuchu


W zasadzie nie wiedziałem do końca jak precyzyjnie nazwać ten problem, bo tak naprawdę jest to grupa kilku powiązanych ze sobą błędów, które postaram się po kolei opisać.

Miksowanie na siłę, gdy jesteśmy zmęczeni

To jest zdecydowanie jeden z najbardziej kardynalnych możliwych błędów.

Zmęczony człowiek, ze zmęczonym słuchem, po prostu nie jest w stanie podejmować obiektywnych decyzji na temat miksu.

Jeśli zdarza ci się miksować w tym stanie, zapewne zauważyłeś że ciężko jest ci stwierdzić co brzmi dobrze, a co źle. Błądzisz też w kółko, stojąc z utworem w miejscu, a nawet go psując.

Wiadomo, terminy czasem gonią, ale zdecydowanie lepiej jest poświęcić pół godziny na pracę z samego rana, gdy słuch jest świeży, niż 2 godziny w środku nocy.

Taką zazwyczaj mamy minę, gdy rano odpalamy "skończony miks" ;)
Taką zazwyczaj mamy minę, gdy rano odpalamy “skończony miks” ;)

Chyba każdy producent doświadczył sytuacji, kiedy rano odpala swój „skończony” miks, by ze zdumieniem przekonać się, że jednak wszystko brzmi nie tak. To jest właśnie efekt wieczornego czy nocnego zmęczenia.

Jeśli jesteś nocnym markiem, postaraj się mimo wszystko ograniczyć czas spędzany na miksowanie bardzo późno w nocy i w tym czasie raczej twórz melodie, aranżacje czy szkice brzmień.

Zbyt głośno ustawione monitory lub słuchawki

Gdy jesteśmy podekscytowani utworem nad którym pracujemy, często podkręcamy głośność, tak aby „lepiej” go poczuć. To jest prosta droga do bardzo szybkiego zmęczenia słuchu i utraty obiektywizmu w podejmowaniu decyzji.

Gdy pracujesz na dużych głośnościach, warto robić sobie częstsze przerwy
Gdy stale pracujesz na dużych głośnościach, warto robić sobie częstsze przerwy

Z doświadczenia wiem, że swoje najlepsze miksy zrobiłem pracując na zmianę na umiarkowanej lub cichej głośności, tylko w rzadkich przypadkach rozkręcając głośność „dla sprawdzenia”.

Jednak jeśli uznasz, że naprawdę musisz pracować przy głośnym dźwięku i nie zamierzasz zmienić swojej decyzji, weź pod uwagę to, że musisz robić sobie bardzo częste przerwy, aby „resetować” swoje słyszenie.

Pamiętaj, że uszy naturalnie bronią się przed zbyt głośnym dźwiękiem i przez to zaczynasz słyszeć inaczej niż normalnie. Na przykład po głośnym koncercie czy imprezie przez pewien czas dużo gorzej słyszysz wysokie częstotliwości.

Zbyt długie męczenie jednego utworu („over-mixing”)

Wiem, zawsze można zrobić coś lepiej.

Owszem, twój utwór nie brzmi perfekcyjnie.

Tak, artysta XYZ ma świetne, dużo lepsze brzmienie od ciebie…

…ale jeśli pracujesz nad jednym utworem zbyt długo, to totalnie tracisz obiektywizm. Po prostu się do niego przyzwyczajasz i ciężko ci stwierdzić czy on ci się w ogóle jeszcze podoba czy nie.

Niestety, nigdy nie będziesz mieć okazji posłuchać swoich utworów tak, jak ma okazję każdy z twoich fanów i słuchaczy – na świeżo i pierwszy raz.

Więc tym bardziej musisz wiedzieć kiedy powiedzieć sobie „STOP”, bo z każdą spędzoną godziną nie dość że masz coraz gorsze rozeznanie co do tego na jakim poziomie jest twój utwór, to jeszcze masakrycznie się nudzisz i masz ochotę rzucić swój miks w kąt i zająć się innym projektem.

Jeśli nie ma jakiejś pojedynczej rzeczy, która naprawdę cię irytuje i która koniecznie musi zostać naprawiona – a także jeśli nie słyszysz swojego utworu jako „miks”, tylko jako piosenkę/utwór, spójną całość…

…to miks jest po prostu gotowy. Nie ulepszaj go jeszcze bardziej na siłę.

Jednak jeśli ciągle jesteś niezadowolony i sfrustrowany, polecam zrobić sobie przerwę. Na przykład tygodniową. I dopiero wtedy wrócić do pracy nad utworem, ze świeżym spojrzeniem. Możliwe że wtedy dużo szybciej zidentyfikujesz potencjalne problemy i wreszcie sfinalizujesz swój miks.

Słuchanie na okrągło fragmentów utworu

Nie mam pojęcia, czy inni też zmagają się z tym nawykiem, ale ja przez bardzo długi czas musiałem z tym walczyć.

Chodzi o to, że po prostu słuchałem swojego utworu na okrągło wewnątrz DAW, nie posuwając prac do przodu.

A to jest niestety bardzo duży błąd, bo w prostej linii prowadzi do zmęczenia utworem i znudzenia.

Jeśli danego dnia nie masz siły czy ochoty na robienie konkretnych zabiegów w miksie, po prostu go nie odpalaj bez potrzeby. Słuchaj swojej produkcji tylko wtedy, gdy naprawdę coś poprawiasz lub zmieniasz.

Nierobienie przerw

Ten błąd jest dość oczywisty. Każdy producent powinien sobie robić przerwy podczas pracy. Możesz je wykorzystać na prostą „gimnastykę przy biurku”, rozciąganie, zrobienie sobie kawy czy pogawędkę z domownikami.

Jak często robić sobie przerwy? To zależy od danej osoby. Ja zazwyczaj tracę skupienie i świeżość po około 45-60 minutach ciągłej pracy. Jednak dla ciebie te okresy mogą być inne.

WAŻNA UWAGA: Jeśli jesteś w stanie tzw. flow, wszystko ci wychodzi, czujesz się natchniony, a prace nad utworem szybko zmierzają ku końcowi - nie musisz sztywno trzymać się harmonogramu przerw! Najważniejsze jest to, żeby jak najszybciej i najefektywniej zrobić swój miks, a nie rygorystycznie trzymać się zasad.

UWAGA! Przygotowałem dla ciebie darmową ściągawkę PDF, która zawiera łącznie aż 15 potencjalnych błędów, które możesz popełniać podczas miksowania utworów!

Aby ją pobrać, KLIKNIJ W OBRAZEK obok :)

5. Nieużywanie nagrań referencyjnych


Ścieżki referencyjne są czymś, co niesłychanie przyspiesza mi pracę nad utworami.

Nawet gdybym miał idealne, ultra-drogie monitory odsłuchowe w idealnym akustycznie pomieszczeniu, które znałbym jak własną kieszeń – też bym ich używał podczas sesji miksowania.

Cała idea polega na tym, że wspierając się brzmieniem innych miksów, co do których wiemy że dobrze brzmią w różnych warunkach odsłuchowych (na monitorach, w aucie, na głośniczku komórki czy laptopa, w klubie itd.), po prostu lepiej wiemy w którą stronę powinniśmy zmierzać ze swoim miksem.

Oczywiście, nie chodzi o kopiowanie czyjegoś brzmienia.

Po prostu, jeśli wszystkie inne utwory których słuchamy mają więcej wysokich tonów, albo głośniejszą stopę czy werbel, możemy domyślać się że u nas te elementy mogą potencjalnie kuleć.

Jedna ważna uwaga jest taka, że powinniśmy ustawić głośność referencji tak, żeby była porównywalna do naszego obecnego utworu. Czyli po prostu musimy ją odpowiednio ściszyć.

Nieużywanie ścieżek referencyjnych nie jest może jakimś super kardynalnym błędem, ale jeśli nie masz jakiegoś punktu odniesienia, dużo ciężej będzie zrobić ci dobry miks – w oderwaniu od wszystkich dotychczas wydanych na świecie utworów.

Ja z nich korzystam i dzięki nim zrobiłem ogromne postępy w krótkim czasie. Tak więc… szczerze polecam! 🙂

6. Nadużywanie kompresji na syntezatorach i samplach z paczek


Ten błąd jest wyjątkowo powszechny.

Zdradzę ci pewien sekret. Sample z większości komercyjnie wydanych, popularnych paczek sampli są już skompresowane do bólu i po prostu niemal gotowe do użycia w projektach bez większych zmian (albo nie nadają się właśnie z tego powodu 😀 )

Ok, ok, to raczej nie był jakiś specjalny sekret, ale wiele osób wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy.

Kompresorem bardzo łatwo możemy te dźwięki jeszcze bardziej sprasować i usunąć z nich wszelkie życie.

Tak więc jeśli nie wiemy do końca co chcemy osiągnąć za pomocą kompresora, lepiej go w ogóle nie ruszać.

Użycie kompresji zawsze powinno mieć jakiś konkretny cel. Wstawienie kompresora na ślepo na ścieżkę (i co gorsza, bezmyślne użycie jakiegoś presetu), w 95% przypadków wcale nie poprawi nam danego brzmienia.

To samo tyczy się brzmień z syntezatorów. Często dużo lepiej zmodyfikować parametry typu attack, decay, sustain czy release (ADSR), aby ustalić przebieg dźwięku w czasie, niż korzystać z kompresora.

Często tak naprawdę nie ma nawet czego kompresować na leadach lub padach, bo i tak nie mają żadnych specjalnych wahań w głośności.

Jednym z nielicznych zastosowań kompresora na leadzie wydaje się być wyciągnięcie na wierzch efektów typu pogłos czy delay i sklejenie ich z oryginalnym brzmieniem, lub też użycie wielopasmowego kompresora typu Xfer OTT w celach modyfikacji brzmienia.

Podsumowując, upewnij się czy dane dźwięki w ogóle potrzebują kompresora, zanim go użyjesz.

7. Używanie różowego szumu (pink noise) do ustalania głośności ścieżek


Ostatni punkt może wydać się kontrowersyjny dla części osób, ale jest to po prostu moja prywatna opinia.

W całym internecie rozprzestrzeniła się plotka, czy też opinia, że jednym z najwygodniejszych i najszybszych sposobów na ustawienie głośności ścieżek w miksie jest użycie brzmienia różowego szumu.

Czemu akurat różowego?

Otóż jest to taki szum, który ma stałą ilość energii w każdej oktawie – tak więc brzmi na naturalnie zbalansowany (w przeciwieństwie do bardzo jaskrawego białego szumu).

Część producentów wpadła więc na pomysł, że można by go wykorzystać do miksu, w celu odwzorowania równie zbalansowanego brzmienia w swoim utworze.

Cała metoda polega na tym, że włączamy różowy szum za pomocą generatora i następnie podnosimy tłumik miksera na każdym pojedynczym brzmieniu, tak aby zaczęło przebijać się przez szum, a następnie przyciszamy je do momentu w którym go już nie słyszymy.

Z pozoru brzmi sensownie, jednak w praktyce okazało się, że ta metoda jest niesamowicie męcząca, sprawiła mi dużo problemów, a miks za jej pomocą trwa dłużej, niż obiecywali jej zwolennicy.

Pierwszy problem jest taki, że tak naprawdę do końca nie wiemy w którym miejscu jest ścisła granica w której przestajemy słyszeć dany dźwięk.

Po drugie, niektóre dźwięki przebijają się przez szum znacznie bardziej niż inne, szczególnie gdy są jeszcze niezbalansowane i niepotraktowane efektami. Ściszając je do momentu, w którym ich już nie słyszymy, sprawiamy że są za cicho w miksie.

Po trzecie, słuchanie różowego szumu nawet przez 5-10 minut na dość sporym poziomie głośności jest dla mnie niesamowicie męczące i odbiera mi wszelką przyjemność z pracy.

Nawet jeśli osiągniemy jakiś dość przyzwoity efekt tą metodą, w większości przypadków i tak musimy wszystko poprawić na ucho, albo wręcz zrobić podstawowy miks od nowa. Polecam więc jednak uczyć się miksowania bez użycia różowego szumu, żeby bezpośrednio dojść do lepszych efektów. I nie katować wszystkich dookoła brzmieniem szumu.

Ale może ty miałeś lepsze doświadczenia z tą techniką niż ja? Jeśli tak, koniecznie daj znać w komentarzu! 😉

Podsumowanie


Oczywiście te 7 błędów to nie wszystkie, z jakimi borykają się producenci, a jedynie wierzchołek góry lodowej.

Jeśli chciałbyś poznać jeszcze więcej rzeczy, które potencjalnie możesz robić nie tak, zapraszam cię do pobrania darmowej ściągawki PDF, w której przedstawiłem aż 9 kolejnych potencjalnych błędów oraz proste sposoby na ich wyeliminowanie. No i oczywiście podsumowałem też te wszystkie opisane powyżej.

Myślę że takie praktyczne, skondensowane wskazówki przydadzą się każdemu producentowi 🙂

Mam nadzieję, że artykuł przypadł ci do gustu i będę wdzięczny za twój komentarz poniżej. Koniecznie daj znać które z tych błędów zauważyłeś u siebie i jak zamierzasz z nimi walczyć.

Dzięki za doczytanie do samego końca i życzę ci powodzenia w radzeniu sobie z własnymi słabościami i ograniczeniami!

Matt Bukovski